Dziś kurier dostarczył wyczekiwane książki. Wśród nich "Wiersze" Świetlickiego. Uwielbiam jego wiersze, jednak dopiero ostatnio zdecydowałam się na kupienie jego wierszy (jakkolwiek to brzmi) - dzięki, Jadziu, za pomysł. Dzięki Tobie też parę innych cudowności poczytam, na które się wcześniej wahałam zdecydować.
Zbiór zawiera 535 wierszy mistrza. Wydanych w latach 1992-2009, ponadto 77 wierszy niepublikowanych i 44 rozproszone gdzieś. Na ile słów to się składa.
Słów pięknie dobranych, nieraz niesamowicie oddających to, co chciałabym ja sama napisać. Język jest nieopisany, jak dla mnie, bo niby styl jednolity generalnie, ale każdy wiersz jest inny. A kiedy przeglądałam te jeszcze w sumie nigdy nie widziane, dawno napisane, to w ogóle bym nie rozpoznała, kto to napisał.
Siła słowa ukazana w każdym jednym wierszu; siła jednego zdania; plastyczność i kunszt.
czwartek, 23 lutego 2012
czwartek, 16 lutego 2012
Oniryczna realność i Dubravka Ugrešić
Lubię inne sposoby pisania, inne powieści, mające sporą ilość przemyśleń, filozofii, ale jednocześnie pozwalające każdemu czytelnikowi wynieść z lektury coś dla siebie z jej treści. Teraz jestem w trakcie czytania książki Dubravki Ugrešić "Muzeum bezwarunkowej kapitulacji" (w międzyczasie tak zwanym, przeplatanym lekturą zadaną na ćwiczenia z literatury). Czyta się ją dość fragmentarycznie, mimo ogólnej ramy, zawiera mnóstwo, ale to mnóstwo cytatów, które są warte uwagi, mądre, a na pewno ciekawe.
Myślę, że trafnie książkę opisuje króciutka recenzja Mariny Warner, która znajduje się na tylnej okładce:
W "Muzeum bezwarunkowej kapitulacji" Dubravka Ugrešić stworzyła nowy ton wypowiedzi, mogący sprostać "onirycznej realności" współczesnej historii. Powieść pozostaje w pamięci: jak żadna inna obnaża konsekwencje zmian na mapie politycznej świata."
Oniryczna realność uderza. W życiu codziennym też, nie tylko we współczesnej historii. Ale to jest osobny temat; myślę, że każdy nieraz żył i miał wrażenie, że to tylko konwencja.
Myślę, że trafnie książkę opisuje króciutka recenzja Mariny Warner, która znajduje się na tylnej okładce:
W "Muzeum bezwarunkowej kapitulacji" Dubravka Ugrešić stworzyła nowy ton wypowiedzi, mogący sprostać "onirycznej realności" współczesnej historii. Powieść pozostaje w pamięci: jak żadna inna obnaża konsekwencje zmian na mapie politycznej świata."
Oniryczna realność uderza. W życiu codziennym też, nie tylko we współczesnej historii. Ale to jest osobny temat; myślę, że każdy nieraz żył i miał wrażenie, że to tylko konwencja.
poniedziałek, 13 lutego 2012
Czwarta, wpół do czwartej.
Zawsze, gdy nie śpię o wpół do czwartej, to czuję się bardzo pomiędzy, czuję się zawieszona między wczoraj a dzisiaj, które się niedawno zaczęło. Najczęściej jednak znakomita większość ludzi już śpi, nie ma z kim rozmawiać, więc jest się skazanym na siebie. A jeszcze bliżej jest do godziny czwartej rano. A o czwartej nad ranem to już Szymborska niech się wypowie zamiast mnie.
Czwarta nad ranem
Godzina z nocy na dzień.
Godzina z boku na bok.
Godzina dla trzydziestoletnich.
Godzina uprzątnięta pod kogutów pianie.
Godzina, kiedy ziemia zapiera nas.
Godzina, kiedy wieje od wygasłych gwiazd.
Godzina a-czy-po-nas-nic-nie-pozostanie.
Godzina pusta.
Głucha, czcza.
Dno wszystkich innych godzin.
Nikomu nie jest dobrze o czwartej nad ranem.
Jeśli mrówkom jest dobrze o czwartej nad ranem
- pogratulujmy mrówkom. I niech przyjdzie piąta,
o ile mamy dalej żyć.
piątek, 10 lutego 2012
(Nie)prowincjonalna rzeczywistość.
"Istnieją w niektórych miastach prowincjonalnych domy, których widok rodzi melancholię, podobną tej, jaką budzą najposępniejsze klasztory, najbardziej jednostajne stepy lub najsmutniejsze ruiny. ”
— "Eugenia Grandet" (pierwsze zdanie powieści), H. Balzac, tłum. T. Boy-Żeleński
I rzeczywiście istnieją. Dziś nie tylko w miastach prowincjonalnych. Wszędzie. Są domy i bloki posępne. Budzące zamyślenie, melancholię i coś w rodzaju niechęci.
Ile razy przechodziłam w tamtym roku w drodze na uczelnie obok takiego bloku; to była tylna jego część. Prawie zawsze słyszałam kłótnie, dobiegające nieraz z kilku mieszkań jednocześnie. Przy dodatkowym widoku tych odrapanych ścian, leżących na ziemi klusek, innych resztek jedzenia, czasem i garnków; stojących nieraz na małych balkonach smutnych dzieci, patrzących na mnie ukradkiem (wyszły tam zapewne po to, żeby nie słyszeć kłótni, nie uczestniczyć), naprawdę potrafiło zniechęcić i wprawić w pewien rodzaj melancholii. Zwłaszcza, jeśli ma się w sobie pewien rodzaj wrażliwości.
Dziś jestem szalenie niekomunikatywna, to się też zapewne objawia w moich słowach, ale tak mnie naszło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)