czwartek, 17 maja 2012

Moskwa alkoholowa.

"Moskwa-Pietuszki" Wieniedikta Jerofiejewa to książka, która jest alkoholową drogą krzyżową, z etapami, przemyśleniami obmytymi co prawda alkoholem, ale jednak to nie wyklucza trafności wielu z nich. Skoro droga, to pociąg. Jest tak wiele książek z motywem pociągowej podróży, że może się wydawać, że to już zużyty temat. Ale w tym przypadku jak najbardziej nie. Intertekstualność tych wszystkich przemyśleń jest niesamowicie wyeksponowana. Bardzo polecam tę książkę.

Tak, to nie jest bardzo szeroka recenzja, jak wszystkie moje. Ale ostatnio jestem do góry nogami. I świat też powoli.

P.S Zawsze mi zmieniało wszędzie te Pietuszki na Pietruszki, jak o tym pisałam, i tak mi się to zakodowało. 

piątek, 20 kwietnia 2012

Piątkowanie.


Jako, że jest piątek, do tego znów urodziny w trójkowym klimacie (trzydziestolecie LP3), postanowiłam napisać parę słów. W sumie wiedziałam, że nigdy nie będę bloga prowadzić jakoś bardzo regularnie, bo po prostu nie mam tego nawyku. Do tego w ostatnim czasie w moim życiu dużo się dzieje, dużo piszę, dużo książek, poezji, słów i nie mam czasu nawet na porządne zachwycenie się i wyrażenie tutaj tego.

Ostatnio przede wszystkim znajduję się w kręgu słowa poetyckiego. Uściślając: Świetlickiego dużo czytam, odkąd w ogóle mam ten jego zbiorczy tom wierszy, to czytam o wiele więcej, niż miałam dostęp tylko w Internecie do tej poezji. To jest jeszcze jeden argument za kupowaniem tomików poezji. Ale nie o tym chciałam pisać.

Ostatnio kupiłam książkę „Mistrz Świata. Szkice o twórczości Marcina Świetlickiego”. Wiadomo, że każdy poważny poeta ma swoje opracowania, ale jakoś zawsze trudno było mi wyobrazić sobie jakieś poważniejsze analizy na temat właśnie jego poezji. Nie dlatego, że nie jest ważna, tylko wydaje mi się na tyle bliska, że rozdrabnianie jej na czynniki pierwsze mogłoby spowodować nadinterpretację. Tak jest oczywiście zawsze w przypadku jakiejkolwiek analizy, ale z jakiegoś dziwnego powodu tutaj mi się to wydało szczególnie ryzykowne. Ale jednak czytanie tych szkiców jest bardzo odkrywcze momentami, momentami jedynie unaocznia to, co czuło się od dawna, jeszcze innym razem się zupełnie nie zgadzam z tym, co jest napisane. Bo tak jest z interpretacją poezji (mam takie wrażenie).
Lecz czasem najlepiej ułożyć własny tekst krytyczny, własny klucz do świata danego autora, ale przy tym pamiętać, że może być błędny i nie upierać się przy nim tak bardzo.  Odbierać po swojemu i już. Każdy ma to piękne prawo.


piątek, 30 marca 2012

LP3. Trójkowe urodziny.

Miałam dziś był poza domem cały dzień, ale bardzo cieszę się, że mogłam wrócić na wieczór.  W przeciwieństwie do całej masy ludzi, lubię piątkowe wieczory spędzać w domu, słuchając - tak - LP3. Lista Przebojów Trójki to mój swoisty piątkowy rytuał. Tak, jak głosowanie na nią, najczęściej w niedzielny wieczór. Lubię poświęcić trochę czasu na wybranie utworów nieoczywistych, odkrywanie nowości... To daje mi wiele radość i satysfakcji. Co jeden nowy utwór, który uruchamia ciarki na plecach, to spokój, że dobra muzyka ma się dobrze. Moje ostatnie odkrycie (choć wcale nie nowość) -  Julia Marcell (zwłaszcza jej "Echo" - polski refren naprawdę daje radę).

Dlaczego dziś o tym piszę?

Kto lubi i słucha na co dzień Trójki, to dobrze wie, że obchodzi ona swoje pięćdziesięciolecie. Dziś z tej okazji będzie Lista specjalnie z Teatru Syrena w Warszawie. Pomyślałam, że z okazji urodzin mogę napisać o moim ulubionym radiu parę słów.

W sumie nieprzerwanie słucham Trójki od jakiegoś 2000 roku, wprowadzając poranne zwyczaje włączania właśnie tej stacji, żeby potem, gdy nie można, czuć się bez tego jak bez ręki. Teraz już trudniej mi się uzależnić od czegokolwiek, rankami nieraz nie mam czasu posłuchać porannej audycji, ale nic nie zastąpi piątku z listą, sobotniego wieczoru z MO i poniedziałkowego budzika o 4 rano.


sobota, 17 marca 2012

Żywago. Ciągle żywy.

Znalazłam ostatnio wzór cudownie przetłumaczonej książki, cudownie czytającej się, wciągającej, czasem może z zagmatwaną fabuła, ale w sumie bardzo mądrą, z wieloma przemyśleniami. Uwielbiam książki, które nie są oczywiste. Które nie zawierają samej fabuły, a które są przeplatane mnóstwem myśli, które - albo są rozwinięte, albo można samej rozwinąć w kierunku, który sam się nasuwa. Można się z nim zgadzać albo nie, można mieć swój własny punkt zaczepienia, który zadowala, który rozwija. Po to się w końcu czyta książki. Aby rozwijały. Po to ja czytam. Często mam tak, że nie pamiętam dokładnie fabuły, nie pamiętam bohaterów (moja skaza...), ale za to wyciągam wnioski, myśli, spisuje myśli związane z treścią, do zeszytu z myślami, który już się kończy.

Książką, która zmusza wręcz do takich poczynań jest "Doktor Żywago" Borysa Pasternaka. To lektura, która zachwyca, wciąga, jest dobrze przetłumaczona, zawiera pełno wartościowych myśli. Nie chodzi mi o fabułę, o zawartość historyczną, o myśli na temat Rosji i okolic - to są rzeczy oczywiste. Chodzi mi o myśli o człowieku. O myśli oczywiste, które dopiero wypowiedziane nabierają kształtu i budzą natchnienie lub płoszą.